Kebab City 24h

IMG_0274

Pierwszy raz skosztowałem tortilli z kebabem w Kebab City 24h przy ulicy Zeylanda w
środku nocy, w drodze z pracy, ze zmiany wieczornej. Mój towarzysz, a i jednocześnie
ówczesny przełożony, namówił mnie na zakup najsmaczniejszego (rzecz jasna
jego zdaniem) i największego (oczywiście również jego zdaniem) kebabu w tortilli w
Poznaniu.

Że podatnym na reklamę (szczególnie na bezpośredni marketing szeptany z zaufanego źródła) człowiekiem jestem, szczególnie spragniony posiłku wieczorową porą, niewiele myśląc zapłaciłem 12 zł i cieszyłem się tym, co po kilku minutach otrzymałem od słusznej wagi, postawnego kucharza z mętnym spojrzeniem.

IMG_0278

Tym razem było całkiem podobnie. Wycieńczony wracałem z podróży. Głód przez
większość czasu nie pozwalał mi skupić się w pociągu na wielkim, czerwonym Dzienniku
Jerzego Pilcha.

Pamiętając konkretne rozmiary dań w Kebab City i zważając na fakt, że Zeylanda z grubsza po drodze miałem (może bardziej żołądkowej i apetytu, niż drodze do domu) skusiłem się sprawdzić, czy w ciągu roku coś się zmieniło.

Otóż zmieniło się i to sporo.

IMG_0273

Przede wszystkim kucharz z mętnym spojrzeniem zrzucił parę(naście) kilogramów,
dzięki czemu teraz z łatwością poruszał się między kasą, mięsem i warzywami.
Razem z kucharzem niestety uszczupliły się również rozmiary tortilli nazwanej niegdyś
gigantem.
Aktualnie po zjedzeniu jednej sztuki z przyjemnością dokańczasz to, czego koleżanka
obok (ze względów dietowych i wagowych) dokończyć już nie może.

W pamięci pozostał mi piekielnie ostry sos, przed którym ostrzegano mnie i sam
ostrzegałem innych. Zmienił się teraz w pikantny, acz nie piekielny podkreślacz wrażeń.
Nie jest źle.

Co do samego placka zarzutów mieć nie mogę – miękki, a jednocześnie chrupki
tam, gdzie być powinien. Warzywa ekstremalnie świeże, a efekt ten (jakże genialny)
podkreśla pekińska kapusta. Ogromny atut.

IMG_0277

Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o mięsie, które niegdyś gorące i świeże (bo dopiero co odkrojone) wtulało się między warzywa idealnie, teraz zmieniło się w małe kostki twardego, zimnego, podgrzewanego dziesiątki razy kurczaka z curry. Porażka.

Ostatecznie zimne mięso w małych kawałkach spasowane ze świeżymi warzywami

doprowadziło całość do efektu sałatki – tortilla zamiast smakować jak fastfood, bardziej
przypominała weselną (sylwestrową?) sałatkę z kurczakiem w sosie czosnkowym – nie
tego oczekuję od mojego obiadu.

6/10

ms

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s