Chicken Burger i drinki w słoiku

Jest taka restauracja na Starym Rynku w Poznaniu, gdzie po złożeniu zamówienia u urokliwej, wytatuowanej kelnerki, czas nagle staje w miejscu, świat wydaje się piękniejszy i nawet ciche poburkiwanie żołądka dochodzi gdzieś z oddali… wiesz, że za chwilę podadzą ci najlepszego burgera, jakiego w życiu jadłeś, z najlepszymi frytkami, jakie kiedykolwiek miałeś w ustach.

Miejsce to zwie się Whiskey in the Jar. Burgery mają tam takie, że nie wyobrażam sobie, aby ktoś kiedyś zaserwował mi lepszego. Tym razem zamawiam Chicken Burgera: grillowana pierś z kurczaka, z chutney z mango i chilli, z roszponką i pomidorem. Podawany z frytkami stekowymi i dipem do wyboru. Wybieram salsę pomidorową.

Nazwa restauracji zobligowuje do zamówienia whiskey w słoiku. Wybieram więc Sweet&Sour, czyli Jack Daniel’s z jakimś S&S Miksem. Spodziewam się, że czekać będziemy całe wieki, bo większość stolików zajęta, a i nas jest 5 osób i każdy wybiera inne danie. Ku mojemu zaskoczeniu drinki docierają w ekspresowym tempie, dania około 20 minut po nich. Burger wygląda pięknie, jest kolorowo i w dużej ilości. Frytki pierwsza klasa: przyprawione, duże kawałki ziemniaków, chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku, dodatkowo ładnie podane. Image

Burger jest świetnie przyprawiony, lekko pikantny, daleko mu do mdłych filetów z innych burgerów, które zdarzało mi się jadać. Na początku przeraziła mnie jego szczupłość, na szczęście okazało się, że większa część kryje się po drugiej stronie bułki. Nie obraziłabym się jednak, gdyby filet był równej grubości w całym burgerze. ImageImage

Już po pierwszym kęsie zaczęłam żałować, że zaraz zjem mojego kurczakowego burgera i nie będzie go więcej. Najadłam się nim do syta, ale dla samego smaku zjadłabym jeszcze pięć takich porcji. Frytki dopełniły dzieła. Z dipem pomidorowym…. ah i oh. Drink w słoiku to autorski pomysł Whiskey in the jar. Trafiony. Każdy drink smakuje i wygląda inaczej. Próbowałam kilku. Swwet&Sour okazał się strzałem w dziesiątkę i jestem pewna, że zasmakuje nawet tym, którzy do wielbicieli mocniejszych trunków nie należą. Fajny, nowy smak.

Image

Strasznie te moje wywody przesłodzone, ale naprawdę starałam się znaleźć w tych burgerach coś, co nie przypadłoby mi do smakowego gustu. Nie znalazłam, choć próbowałam kilkukrotnie. Może cena nie jest super niska: burger 34 zł, drink w słoiku 19 zł, ale są warte każdego wydanego na nie grosza. Image

11/10

k.

Reklamy

Burger wymiatacz w Food Patrol

Polifonia smaków?

Choć wydaje się, że na tak wspaniałą kanapkę składają się w równej mierze wszystkie składniki: bułka pszenna podgrzana na rozgrzanej metalowej blasze, świeża sałata, pomidor, sos hamburgerowy oraz wołowina formowana w burgery na Waszych oczach, to właśnie mięso wyprzedza konkurencję o lata świetlne.

IMG_0344

Homofonia burgera.

Burger z food patrol nie rozłazi się jak BigMac czy Grander. Nie jest karykaturalną formą wizji samego siebie ze zdjęcia, jak to ma miejsce w 7street. Nie smakuje jak pies, zmielony razem z budą niczym marketowe burgery ładowane do bułek na dworcach.IMG_0343
Nie jest też niemal perfekcyjnym burgerem ze Świętej Krowy, na którego długo czekamy, a który mógłby być nieco lepiej doprawiony (Choć świeży szpinak jest świetny).

IMG_0346

To nie jest recenzja sponsorowana.
Po prostu znalazłem swoje miejsce.

łn

Nie jestem zagorzałą zwolenniczką mięsa, nie rozpływam się nad krwistym stekiem i złocistym schabowym (chociaż takiego od Babci bym przyjęła, nie powiem), dlatego też burger, którego głównym składnikiem ma być mięso mielone, nigdy nie był dla mnie kulinarnym mistrzostwem świata.IMG_0349

Do czasu wizyty w Food Patrol.

Naprawdę nie wiem, co oni dodają do tego mięsa, ale jest ono po prostu pyszne. Reszta jest mało znacząca, chociaż bardzo dobra. Mięso dominuje i robi całość. Wypieczone w sam raz, super doprawione, dobrze zmielone 100% wołowiny. 10 zł zainwestowane wyśmienicie.

IMG_0351

W burgerowym świecie: 10/10

k.

Fux i jego chamski hamburger

Jeśli chcecie wiedzieć, jak wygląda i smakuje coś, czego wcale nie chcieliście zjeść, odwiedźcie bistro Fux na Matejki. 

Wykazałam się nie lada naiwnością sądząc, że burger ze zwykłego, polskiego bistro z plastikową zastawą i telewizorem z MTV może sprostać zadaniu zrobienia dobrego burgera.

Po zamówieniu dużego hamburgera za 10 zł dostałam to oto coś:
fux ham

Dwa mrożone burgery niewiadomego pochodzenia (wolę nie dociekać, co jest w składzie „mięsa” przypominającego różową gumę do żucia), świeża kapusta pekińska, plaster pomidora i ogórka kiszonego i kilka talarków ogórka świeżego. Całość zalana sosem meksykańskim w bułce do kebaba (jedyna zjadliwa rzecz – świeża i chrupiąca). Jak się do tego zabrać? Nożem i widelcem?

Wybieram sztućcami co się da i zbieram się na odwagę, by spróbować mięsa. Jest tłuste, bezsmakowe i o obrzydliwej konsystencji. Ostatecznie zawartość „hamburgera” ląduje w koszu, bułka ratuje mnie przed śmiercią głodową.

fux burg 1

Takie przestępstwa przeciwko żarciu powinny być ścigane z urzędu.

1/10

 

k.

 

7th Street – California Burger

Po nabraniu ochoty na amerykańskiego burgera postanowiłem sprawdzić polecane przez wielu 7th Street. Miałem okazję jeść u nich promocyjnego maxirollera i choć wiele można było mu zarzucić, na pewno nie rozmiar. Nie inaczej miało być z kalifornijskim burgerem.

7street

„Ponad 5 Uncji 100% mięsa wołowego, sos majonezowy, sałata, ser cheddar, ogórek kiszony, pomidor, czerwona cebulka, delikatny sos meksykański”

Ponad 5 Uncji! Zapowiada się ciekawie – pomyślałem.

Zadzwoniłem. Zamówiłem.

Po ponad godzinie (sic!) dostarczono mi mój obiad.

Ale zaraz zaraz… bardzo małe to opakowanie jak na kanapkę za 15zł.IMG_0126

Po otwarciu –  pierwsze rozczarowanie.

Gdybym zechciał zjeść hamburgera, który przypomina mi Mc Donald’s to wybrałbym się tam i zapłacił za niego w strefie dobrych cen 3zł, a nie 15! Przecież to kpnia! Nijak ma się to do zdjęć, które prezentowane są na stronie http://www.7street.pl. Aż strach pomyśleć jakich rozmiarów jest ich cheeseburger!IMG_0127

 Później było tylko gorzej.

Miękka sezamowa bułka przypomina trochę te, które zakupić można w biedronce i wbrew pozorom nie jest to minus!

Po chwyceniu kanapki cała jej zawartość ląduje na talerzu. To ogromne niedopatrzenie w kolejności ułożenia składników pomiędzy bułką. Nawet zwykłe budy z zapiekankami i hamburgerami radzą sobie z tym problemem.

Mięso było wysmażone aż nadto. Półcentymetrowy, suchy, czarny krążek bez zapachu i o ledwo wyczuwalnym smaku prędzej mógłby służyć do gry w hokeja niż do zaspokojenia głodu. Porażka.

Odrobina żółtego sera również nie pomaga zmniejszyć ogromu rozczarowania.

Niesmak pozostaje w szczególności po mięsie, jednak lodowa sałata (nie wiedzieć dlaczego posiekana w kawałki tak małe, że po chwili jej zdecydowana część znowu znajduje się na talerzu) to gwóźdź do trumny. Gorzka i niesmaczna. Po prostu niejadalna.

Przykro mi. 1/10
Nigdy więcej.

ms