Piąteczka z daGrasso

Pizzę z daGrasso oznaczoną numerem „5.”, o wdzięcznej nazwie Decoro, jadłam 8216482651298562 razy, mniej więcej. Jestem zwolennikiem prostych, raczej tradycyjnych smaków (w przeciwieństwie do moich współblogujących kolegów), dlatego ta pizza od dawna jest i długo będzie w czołówce lubianych przeze mnie włoskich ciast z dodatkami. IMG_0315DaGrasso jest, niestety, sieciówką i nie bez znaczenia pozostaje fakt, gdzie pizzę zamówimy. Osobiście polecam lokal na Półwiejskiej. Chociaż Winogrady/Piątkowo też daje radę.
Na Decoro znajdziecie: ser, paprykę, pieczarki i czosnek (czyli wszystko, co tygryski lubią najbardziej). Kiedy po raz pierwszy jadłam w daGrasso największym zaskoczeniem okazał się fakt, że papryka jest konserwowa… no ale smaczna.2013-05-29 13.15.38

Ciasto chrupiące, cienkie – w związku z tym ostrzegam: trzeba zabrać się za to danie nożem i widelcem, tym bardziej, że dodatków kucharze z daGrasso nie żałują.2013-05-29 13.18.03

No i najlepsze – sosy. Do każdej pizzy dostajemy dwa sosy gratisowo: pomidorowy i czosnkowy. O ile z pomidorowym bywa różnie – raz jest słodki, innym razem ostry a jeszcze innym kwaśny (ostatni, jaki dostałam przypominał w smaku pomidorową cytrynę), o tyle czosnkowy jest zawsze bajkowy. Gęsty, dobrze przyprawiony, nie za bardzo czosnkowy – idealny.

2013-05-29 13.16.44

Dużą pizzą dwie osoby najedzą się baaaardzo. Mała nie jest dużo mniejsza, co widać w różnicach cen: dużą i małą porcję dzielą średnio 3 złote (Decoro: duża 27,30 zł, mała 24,50 zł). W obiegu jest mnóstwo kuponów, które upoważniają do zakupu dużej pizzy w cenie małej, więc miejcie oczy i uszy szeroko otwarte.
W skrócie: dobra, duża pizza z super sosami.2013-05-29 13.15.57

9/10 (tak trochę z sentymentu)

k.

Reklamy

Ahmed. Nigdy więcej.

Czy lokal oferujący dziesiątki promocji wart jest uwagi?
Po wczorajszej katastrofie, w moim mniemaniu na miarę smoleńskiej, uważam, że nie. Choć promocje lubię.
IMG_0296

Ahmed. Tak nazywa się jadłodajnia serwująca nie tylko pizzę, ale i wszelkiego rodzaju zupy, dania obiadowe, makarony, sałatki, ryby i dodatki. Celowo nie nazywam jej restauracją, ponieważ na takie określenie zasługują tylko lokale serwujące jedzenie. Nie kompletną klapę z serem.
Pizzę wybrałem w rozmiarze mega, gdzie w legendzie menu spostrzec można, że średnicę ma zacną, a mianowicie godne 50 cm. Rozmiar godny. Tylko rozmiar.

Z dość obszernego zestawu padło na Pepperoni II, pod którą kryję się szynka, czosnek i papryka pepperoni. Wszystko rzecz jasna zalane serem na średniej grubości cieście.
Poinformowałem o płatności kartą. Poinformowano mnie o czasie oczekiwania.

Po 50 bardzo długich minutach męki, rzec by można pańskiej, w końcu przywitałem dostarczyciela. Karton wielkości boiska do piłki nożnej ledwo zmieścił się w moich drzwiach. W gratisie trzy sosy. Paskudne sosy.
Gdy tylko moim oczom ukazało się danie, którego tak bardzo pragnąłem, przeżyłem szok. Ktoś zapomniał pokroić dodatki i włożyć je pod ser – pomyślałem. Na mojej pizzy kucharz położył plastry szynki i paprykę pepperoni w całości. Nikt nawet nie pomyślał o tym, że po pierwsze jedzenie nieposiekanej papryki może być nie tyle niewygodne, co po prostu niemożliwe. To samo tyczy się szynki.

Rozczarowany otworzyłem sosy, które wymieszane były chyba z żelatyną. Mdłe, bez smaku, bez zapachu. Lepkie i gumowe. Czerwony, który zdaje się, miał być ostry. Może pomidorowy… Był nijaki. Ten w kolorze łososia wywołał u mnie wspomnienie sosów w Sphinxie. Niestety tylko tak wyglądał. Na sos czosnkowy brak mi słów. Jak można spieprzyć sos czosnkowy?!

IMG_0299
Pierwszy kawałek (jeszcze z dodatkami).
Piekielnie głodny, w końcu pierwszy obiad jadłem kilka godzin temu, skosztowałem kawałek, starając się ugryźć, a właściwie odgryźć przy okazji ogromną paprykę.
Katastrofa. Zderzyłem się z brzozą pełną soli.
Na co dzień dość konkretnie doprawiam swoje posiłki, jednak to, co przyniesiono mi z Ahmeda było niczym wsypanie kilograma kuchennej (choć u nas częściej drogowa jest na półkach w sklepie) prosto do ust.
Nawet nie wspominam o odrywaniu, w późniejszym czasie wypluwaniu, a ostatecznie zjadaniu ogonków od papryki… Żadna restauracja nigdy mnie do tego nie zmusiła.
IMG_0300
Drugi kawałek (zrezygnowałem z papryki).
Z racji faktu, że mój żołądek nie chciał się poddać, pokusiłem się o drugi kawałek.
Upokorzony i poirytowany przez kucharzy Ahmeda doszedłem do wniosku, że korzystniej i wygodniej będzie zdjąć paprykę z pizzy i cieszyć się z tego, co jeszcze względnie wygodnie można spożywać.
Myliłem się.

Szynka (również nieźle utopiona w soli) była tak nieświeża, że gumowa nie chce dać przeciąć się zębami, co w konsekwencji prowadzić może do nieprzyjemnego jej lądowania na spodniach lub innej części garderoby. Nie ryzykuję – stwierdziłem.

IMG_0292
Pół trzeciego kawałka (pozostał tylko ser).
Dałem trzecią i ostatnią szansę temu, co “restauracja” zwykła nazywać pizzą.
Z urojoną w głowie nadzieją, sercem wierzyłem, że czysta margherita smakować będzie na tyle znośnie, że nie zakończę dnia głodny.
Myliłem się po raz kolejny.

Ser, którego smak dopiero po zdjęciu szynki wyraźnie poczułem, okazał się gorzkawą, lekko cuchnącą, bezpośrednią przyczyną narastającego wkurwienia.
Odpuściłem.
Wypiłem pół taniej coli z gratisów, następnie pół dziwnie zielonego soku dla dzieci (również otrzymanego w prezencie) i zamknąłem karton.

IMG_0295
To było jedyne słuszne rozwiązanie problemu zwanego Pepperoni II.
Po 30 minutach odczułem ból żołądka. Inaczej skończyć się nie mogło.
Następnego dnia litrowy sok, który przywiózł mi dostawca (“bo tak mu się zabrało”), idealnie ugasił pragnienie po uczcie rodem z Bochni. Chyba to przewidział.

Jeśli więc chcecie niezjeść pizzy, nabawić się bólu żołądka i jeszcze sporo zapłacić, to restauracja Ahmed jest właśnie dla was!

W innym przypadku – omijajcie szerokim łukiem.

Ja już nigdy więcej tam nie zadzwonię.
1/10

ms

ahmedmapa